Wyśmiewanie sposobu mówienia, prowokowanie reakcji na przeciążenie, odsuwanie od grupy: przemoc wobec dzieci neuroróżnorodnych bywa ukryta pod słowami „żart” i „trudne zachowanie”. Badania wskazują na zwiększone ryzyko wiktymizacji, a wypowiedzi pięciu osób pokazują, co w tej sytuacji mogą zrobić dorośli w domu i szkole.
Co mówią badania
Przemoc rówieśnicza nie jest doświadczeniem nielicznych uczniów. Z raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę „RÓWIEŚNICY 2026” wynika, że doświadczyło jej 87 proc. badanych dzieci i nastolatków w wieku 10–17 lat. W badaniu uczestniczyło ponad 141 tys. uczniów ze szkół biorących udział w programie „RÓWIEŚNICY”. Raport obejmuje różne zachowania krzywdzące, dlatego tej liczby nie należy utożsamiać wyłącznie z długotrwałym dręczeniem. Dane dotyczą całej badanej grupy, a nie osobno dzieci w spektrum autyzmu lub z ADHD.
O tym, że dzieci o szczególnych potrzebach mogą być bardziej narażone na krzywdzenie, mówi przegląd badań przygotowany dla UNESCO. Wynika z niego, że uczniowie z niepełnosprawnościami doświadczali przemocy szkolnej co najmniej równie często, a w części badań częściej, niż pozostali uczniowie. Jest to jednak szeroka grupa: wyników tych nie można przedstawić jako osobnej statystyki dotyczącej wszystkich dzieci w spektrum autyzmu. Pokazują one przede wszystkim, jak ważne jest uważne reagowanie na wyśmiewanie, izolowanie i inne formy przemocy wobec dziecka, bez względu na to, czy ma ono orzeczenie.
Słowo, które zostaje na długo
– Dzieci w spektrum autyzmu i z ADHD codziennie mierzą się ze światem, który bywa dla nich przebodźcowujący, trudny do opanowania i zrozumienia. Hejt ze strony otoczenia często zamienia te wyzwania w realną traumę relacyjną. Doświadczanie ciągłego odrzucenia, wyśmiewania czy etykietowania sprawia, że układ nerwowy młodego człowieka funkcjonuje w stanie permanentnego zagrożenia. Z perspektywy psychotraumatologii nie jest to jedynie przejściowa przykrość, lecz głęboka rana, która niszczy poczucie bezpieczeństwa, prowadząc do stanów lękowych, depresji i poczucia całkowitej bezwartościowości. Kiedy dorosłym lub rówieśnikom brakuje psychoedukacji, naturalne objawy neuroróżnorodności zaczynają być karane agresją, co stanowi przemoc w czystej postaci. Prawdziwe wsparcie zaczyna się od zrozumienia, że za każdym nietypowym zachowaniem stoi układ nerwowy wołający o akceptację, a nie powód do wykluczenia. – mówi Karolina Mikulko, psycholożka i psychotraumatolożka.
Słowa ekspertki opisują możliwe skutki długotrwałego odrzucenia; nie są diagnozą każdego dziecka doświadczającego hejtu.
Analiza amerykańskich danych populacyjnych z lat 2016–2020 wykazała silniejszy związek między doświadczeniem bullyingu a lękiem lub depresją u nastolatków w spektrum autyzmu i z ADHD niż u rówieśników bez tych rozpoznań. Autorzy opisują związek statystyczny, który sam w sobie nie dowodzi przyczynowości u konkretnej osoby.
Matka widzi wysiłek, którego nie widać z zewnątrz
– Dla świata trudne dziecko. Dla mnie cały świat. Zanim ktoś nazwie je „dziwnym”, „niegrzecznym” albo „trudnym”, ono może już od dawna walczyć o rzeczy, które innym przychodzą bez wysiłku: o szacunek, akceptację, miejsce w grupie, przyjaźń i prawo do bycia sobą. Dla wielu dzieci z zaburzeniami rozwojowymi, w tym dzieci w spektrum autyzmu, codzienność oznacza zmaganie ze światem, który nie zawsze jest dla nich przyjazny, przewidywalny i bezpieczny. Hałas, tłum, dotyk, światło, nagła zmiana planu czy trudności w komunikacji mogą prowadzić do przeciążenia. Tego wysiłku często nie widać. Wtedy łatwo o drwinę, odrzucenie i hejt: wyśmiewanie, przezwiska, prowokowanie, izolowanie z grupy, komentowanie zachowania, nagrywanie i ośmieszanie w internecie. Dla jednego dziecka to może być tylko słowo. Dla drugiego wrażliwego — destrukcyjna siła, która rani psychikę, odbiera poczucie własnej wartości i nadzieję, na długo może zmienić jego życie i życie całej rodziny. Pamiętaj: niezależnie od tego, co mówią inni, nikt i nic nie jest warte Twojego życia. Nigdy! – mówi Agnieszka Podbielska, matka dziecka w spektrum autyzmu.
Wypowiedź przypomina, że konsekwencje wykluczenia nie kończą się za szkolną bramą. Rodzic musi niekiedy równocześnie wspierać dziecko i mierzyć się z oceną otoczenia.
– Hejt dotyka również rodziców. Spojrzenia, komentarze i pochopne oceny mogą sprawić, że zaczynają podważać własne kompetencje i czują potrzebę ciągłego tłumaczenia swojego dziecka. Nie możemy pozwolić, aby cudze opinie wpływały na to, jak postrzegamy nasze rodzicielstwo ani stały się miarą wartości naszych dzieci. Jednym ze sposobów ograniczania skutków hejtu jest rozwijanie kompetencji mentalnych, w tym budowanie odporności psychicznej i poczucia własnej wartości. Dlatego zanim ocenimy, spróbujmy zrozumieć. Zanim odrzucimy, spróbujmy zobaczyć. Za zachowaniem może kryć się lęk, przeciążenie, bezradność albo potrzeba, której dziecko jeszcze nie potrafi wypowiedzieć. Najpierw zobacz dziecko, jego talenty, mocne strony, marzenia, potrzeby, pragnienia. Dopiero potem jego trudność. Nie możemy obiecać dzieciom świata bez hejtu. Możemy jednak budować świat, w którym człowiek nie jest oceniany przez pryzmat diagnozy, niepełnosprawności czy sposobu komunikowania się. Bo dziecko nie powinno całe życie udowadniać światu, że zasługuje na miejsce wśród innych. To my, dorośli, powinniśmy zrobić wszystko, aby to miejsce było dla niego. By było pełnoprawną jego częścią. – dodaje Agnieszka Podbielska.
Co widzą dyrektorki szkół
– Dzieci i uczniowie z ADHD, zespołem Aspergera i autyzmem często spotykają się w codziennym życiu szkolnym z hejtem. Wygląda on nieco inaczej niż zwykle. Są to szturchania, wyśmiewanie, reagowanie śmiechem na gesty, mimikę twarzy, nagłą zmianę nastroju czy sposobu zachowania się. Dzieci te zwykle chodzą za nauczycielami i innymi uczniami. Są odbierane jako męczące, przeszkadzające i uniemożliwiające naukę kolegom i koleżankom, a także prowadzenie zajęć lekcyjnych. Dlaczego tak się dzieje? Te dzieci potrzebują akceptacji i większego zainteresowania się nimi. – mówi Beata Machowiak, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Kołaczkowie.
Beata Machowiak wskazuje, że reakcja szkoły musi obejmować zarówno uczniów, jak i przygotowanie nauczycieli oraz współpracę z rodzinami.
– Co robię jako dyrektor szkoły? Uwrażliwiam dzieci i uczniów na to, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami, różnimy się wyglądem, kolorem skóry, sposobem zachowania, reagowania na pewne sytuacje. Uwrażliwiam także nauczycieli i wychowawców klas. Organizuję dla nauczycieli tematyczne rady pedagogiczne, podczas których zostają zapoznani z metodami i sposobami pracy z uczniami ze SPE. Ściśle współpracuję z rodzicami tych uczniów, jednocześnie podkreślam, że są to uczniowie przeważnie bardzo zdolni: matematycznie, technicznie, informatycznie. Zachęcam rodziców i dzieci do udziału w konkursach, zajęciach pozalekcyjnych i dzielenia się swoją wiedzą z kolegami, np. przygotowania makiety, projektu, prezentacji. Po co to wszystko? Po to, że po upływie pewnego czasu klasa zauważa, że ci uczniowie mają ogromną wiedzę i pasje, których często nie mają oni. Staram się także nagradzać te dzieci za nawet chociażby maciupeńki krok do przodu, minimalny sukces, który tak naprawdę jest ogromnym sukcesem. Organizuję w szkole spotkania ze specjalistami, którzy tłumaczą rodzicom innych uczniów, jak objawiają się zachowania ich kolegów i koleżanek, że nie jest to zależne od nich. Organizujemy również zajęcia z zakresu biblioterapii, które poprzez bajkę wyjaśniają dzieciom już od wieku przedszkolnego, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami, że różnimy się między sobą. Podjęte przez nas działania są sprawdzone i udowadniają, że te wszystkie działania profilaktyczne warto wprowadzać jak najwcześniej. Ale zaczynamy od edukacji rodziców. Potem przechodzimy do pracy z dziećmi.

To opis praktyk jednej placówki, nie wynik badania ich skuteczności. Warto pamiętać, że zainteresowania i uzdolnienia dzieci w spektrum są różne; prawo do bezpieczeństwa nie zależy od osiągnięć w konkursach.
– Wyśmiewanie sposobu mówienia, naśladowanie zachowań, izolowanie od grupy, obraźliwe przezwiska, komentarze w internecie czy celowe prowokowanie – tak może wyglądać hejt, którego doświadczają dzieci w spektrum autyzmu. Hejt często zaczyna się niewinnie. Od komentarza: „Ale jesteś dziwny”, od przedrzeźniania kolegi, który inaczej mówi, albo od śmiechu całej grupy z zachowania, którego nie rozumieją. Dla jednej osoby może być to „tylko żart”. Dla drugiej – doświadczenie, które zostaje na długo. Dziecko w spektrum nie powinno być oceniane przez pryzmat tego, co jest dla nas nietypowe. Dlatego w szkole staramy się uczyć dzieci, by próbować zrozumieć jego perspektywę. Uczymy empatii, uczymy szanować różnice. Uczymy uważności na drugiego człowieka. Dzieci nie muszą być takie same, aby tworzyć dobrą klasę. Nie muszą mieć tych samych zainteresowań, temperamentu, sposobu komunikowania się czy reagowania. Potrzebują natomiast poczucia, że są ważną częścią wspólnoty. – mówi Anna Krakowska, dyrektorka jednej z warszawskich szkół.
I dodaje: – W szkole dużą wagę przywiązujemy do warsztatów, podczas których uczymy, jak radzić sobie z hejtem. Uczymy tego, że słowa mają ogromną moc. Rzadko zdarzają się sytuacje agresji. Kiedy dochodzi do tego typu zachowań, zawsze są indywidualne rozmowy z pedagogiem lub psychologiem. Dodatkowo w klasie są prowadzone zajęcia ze specjalistami. Chcemy, aby każdy poczuł się bezpieczny i zaopiekowany. Prowadzimy treningi umiejętności społecznych.
Język dorosłych wpływa na klasę
– Hejt wobec dzieci z ADHD czy w spektrum autyzmu nie zawsze zaczyna się między rówieśnikami. Czasem wpływ na to, jak dziecko postrzega klasa, może mieć również sposób, w jaki mówi się o nim w szkole. Określenia takie jak „trudne” czy „problemowe” mogą z czasem stać się etykietą także wśród rówieśników, prowadząc do dystansu, wykluczenia, a nawet przemocy. Nie oznacza to jednak, że nauczyciel odpowiada za hejt. Na relacje w klasie wpływają również sami uczniowie, dom, media i kultura grupy. Warto też pamiętać, że nauczyciele często pracują pod dużą presją i potrzebują odpowiedniego wsparcia oraz przygotowania do pracy z różnorodną grupą uczniów. Dzieci z ADHD czy w spektrum potrzebują jasnych granic i konsekwencji. Ważne jest jednak, by oddzielać dziecko od jego zachowania. Czym innym jest komunikat: „W tej chwili przeszkadzasz innym, zastanówmy się, co pomoże ci wrócić do pracy”, a czym innym: „Z tobą zawsze są problemy”. W przeciwdziałaniu hejtowi potrzebna jest więc praca z całą klasą, nad relacjami, reagowaniem na wykluczenie i poczuciem przynależności. – zauważa Adam Sieradzki, psycholog.
Praktyczny punkt wyjścia jest prosty: dorosły nazywa konkretne zachowanie, zatrzymuje krzywdzenie i sprawdza, jakiego wsparcia potrzebuje dziecko, zamiast przypisywać mu stałą cechę. Rozmawia także ze świadkami i z klasą, ponieważ odsunięcie jednej osoby od grupy jest problemem relacji całej grupy. W przypadku sygnałów silnego cierpienia lub zagrożenia życia potrzebna jest pilna pomoc odpowiednich specjalistów.
Zobaczmy dziecko, zanim je ocenimy
– Tworząc kampanię „Nie hejtuję – motywuję”, chciałam przypomnieć, jak wielką moc mają słowa. Mogą zawstydzać i wykluczać, ale mogą też dać dziecku odwagę, by następnego dnia przyszło do szkoły z poczuciem, że jest w niej dla niego miejsce. Wypowiedzi psychologów, dyrektorek szkół i matki dziecka w spektrum pokazują, że przeciwdziałanie hejtowi zaczyna się od naszej reakcji na to, co dzieje się tuż obok nas. Kiedy ktoś wyśmiewa dziecko za sposób mówienia, zachowanie czy trudność w odnalezieniu się w grupie, nie wystarczy powiedzieć mu, żeby się nie przejmowało. Potrzebuje dorosłych, którzy zatrzymają krzywdzenie, wysłuchają go i pomogą mu odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Potrzebuje też rówieśników, którzy nie będą bali się stanąć po jego stronie. Za tym, co dla otoczenia bywa „dziwne”, jest przecież człowiek: ze swoimi emocjami, zainteresowaniami i potrzebą przynależności. Chciałabym, abyśmy uczyli dzieci, że w klasie jest miejsce dla każdego z nich. To od nas, dorosłych, uczą się, czy na czyjąś odmienność odpowiada się śmiechem, obojętnością czy życzliwością. Nie pozwólmy, by o wartości dziecka decydowała diagnoza, etykieta albo opinia grupy. Zauważmy je, reagujmy na przemoc i dodawajmy mu siły. Właśnie to oznacza dla mnie: nie hejtuję – motywuję. – podsumowuje Ilona Adamska, filozof, etyk, pomysłodawczyni kampanii.

