Atak w szkole w Ostrołęce ponownie stawia przed nami pytanie o bezpieczeństwo uczniów. Ale także o coś znacznie głębszego: o relacje, kondycję młodych ludzi i społeczeństwo, które pokazuje im, jak traktować drugiego człowieka. Brutalne treści w internecie wymagają uwagi dorosłych. Nie można jednak wyjaśnić szkolnej przemocy wyłącznie grami komputerowymi i mediami społecznościowymi.
7 października 2026 roku w Zespole Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce doszło do ataku ostrym narzędziem. Według informacji przekazanych przez media rannych zostało dziewięć osób, w tym uczniowie, nauczyciele i osoby postronne. Zatrzymany podejrzany to 19-letni uczeń placówki, a więc osoba pełnoletnia. Motyw ataku pozostawał nieustalony. Nie ma zatem podstaw, aby przypisywać temu konkretnemu zdarzeniu przyczyny związane z grami, internetem czy radykalizacją.
Za komunikatami o rannych stoją ludzie, których poczucie bezpieczeństwa zostało naruszone. Uczniowie, którzy przyszli na lekcje. Nauczyciele, którzy rozpoczęli zwykły dzień pracy. Rodzice, którzy oczekiwali, że ich dzieci wrócą do domu. Pomoc poszkodowanym i wyjaśnienie okoliczności zdarzenia są teraz najważniejsze.
Takie wydarzenia powinny również uruchamiać poważną debatę o zapobieganiu przemocy. Debatę, która trwa dłużej niż zainteresowanie jednym dramatycznym nagłówkiem.
Niepokojące dane, a nie tylko niepokojące wiadomości
Pojedynczy atak nie dowodzi, że całe pokolenie staje się coraz bardziej brutalne. Istnieją jednak dane pokazujące wzrost niektórych form przemocy rówieśniczej.
Z badań pt. Rówieśnicy 2026, przygotowanych przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, wynika, że aż 87 proc. badanych osób w wieku 11–17 lat doświadczyło w swoim życiu przynajmniej jednej z form przemocy rówieśniczej.
Te wyniki nie pozwalają przewidywać, kto dopuści się ciężkiego przestępstwa. Pokazują natomiast, że upokarzanie, zastraszanie i krzywdzenie są doświadczeniem zbyt wielu młodych ludzi.
Kiedy mówimy o pogarszającej się kondycji młodzieży, warto więc zachować precyzję. Nie chodzi o oskarżenie wszystkich nastolatków o brak empatii. Chodzi o dostrzeżenie tych, którzy cierpią, tych, którzy krzywdzą, oraz tych, którzy obserwują przemoc i nie wiedzą, jak na nią zareagować.
Brutalność na ekranie wymaga reakcji
Młodzi ludzie dorastają w środowisku, w którym obok rozrywki, wiedzy i wartościowych relacji mogą spotkać nagrania bójek, poniżania, gróźb czy innych rzeczywistych aktów przemocy. NASK w raporcie „Agresja i przemoc seksualna w internecie” opisuje skalę cyberagresji wśród nastolatków i jej konsekwencje. Problem przemocy w cyfrowym świecie wymaga zatem realnej uwagi, a nie sprowadzania go do „internetowych żartów”.
Szczególnie niepokojąca jest sytuacja, w której czyjeś cierpienie staje się materiałem do udostępniania i komentowania. Nagrywanie poniżanego ucznia, rozpowszechnianie filmu i dopisywanie obraźliwych komentarzy przedłużają krzywdę. Szkolny konflikt może w ten sposób dotrzeć do odbiorców, którzy nigdy nie spotkali jego uczestników.
W tym sensie granica między internetem a szkołą jest bardzo cienka. Uczniowie przynoszą do klasy relacje, napięcia i konflikty rozwijające się również w sieci. To wystarczający powód, aby traktować cyberprzemoc jako sprawę szkolnej społeczności.
Gry komputerowe nie są prostym wyjaśnieniem ataków
Po brutalnym zdarzeniu łatwo wskazać jednego winowajcę: grę, film albo aplikację. Takie wyjaśnienie daje poczucie, że rozumiemy problem. Nie musi jednak być prawdziwe.
Badanie opublikowane w 2019 roku w „Royal Society Open Science”, w którym uczestniczyło ponad tysiąc brytyjskich nastolatków oraz ich opiekunowie, nie wykazało związku między graniem w brutalne gry a nasileniem zachowań agresywnych ocenianych przez opiekunów. Wyniki te nie zamykają jednak dyskusji o wpływie treści cyfrowych na młodych ludzi.
Na potrzebę przyjrzenia się także światu gier zwracała uwagę psycholog Katarzyna Kucewicz, która 7 października na antenie TVN24 komentowała wydarzenia w Ostrołęce. Ekspertka wskazywała, że gry również mogą wpływać na zachowania młodzieży, dlatego warto uwzględniać je w rozmowie o środowisku, w którym dorastają młodzi ludzie.
Trzeba odróżniać fikcyjną przemoc w grze od nagrania rzeczywistego krzywdzenia człowieka, a oba te zjawiska – od bezpośredniego nękania w internecie. Wymagają różnych reakcji.
Rodzice powinni wiedzieć, z jakich treści korzystają ich dzieci, zwracać uwagę na oznaczenia wieku i rozmawiać o tym, co pojawia się na ekranie. Sama kontrola telefonu nie zastąpi jednak relacji, w której młody człowiek może powiedzieć: „Boję się”, „Ktoś mnie poniża” albo „Nie radzę sobie ze złością”.
Młodzież dorasta w świecie dorosłych
Rozmowa o przemocy wśród młodych ludzi powinna obejmować także zachowanie dorosłych. Warto przyjrzeć się temu, jaki przykład dajemy w domu, w przestrzeni publicznej i w internecie.
Czy potrafimy spierać się bez poniżania? Czy reagujemy, gdy ktoś staje się celem zbiorowej drwiny? Czy przyznajemy się do błędu? Czy przekonujemy dzieci, że godność przysługuje również osobie, z którą się nie zgadzamy?
Trudno wiarygodnie uczyć szacunku, gdy sami nagradzamy pogardę uwagą, śmiechem i udostępnieniami. Trudno oczekiwać od nastolatków spokojnego rozwiązywania konfliktów, jeżeli dorosły pokazuje im przede wszystkim krzyk, groźby i upokarzanie.
Nie oznacza to, że każda przemoc młodej osoby wynika z zachowania rodziców. Oznacza natomiast, że odpowiedzialność za kulturę relacji nie może kończyć się na drzwiach szkoły.
Reagować, zanim pojawi się bezpośrednie zagrożenie
Szkoła potrzebuje jasnych zasad zgłaszania przemocy, dostępnej pomocy psychologicznej i dorosłych, którzy traktują zgłoszenia poważnie. Uczeń powinien wiedzieć, do kogo może pójść i co wydarzy się po rozmowie. Rodzic powinien otrzymać informację o podjętych działaniach, a nauczyciel – wsparcie w reagowaniu na trudne sytuacje.
Nie wolno lekceważyć konkretnych gróźb, zapowiedzi ataku czy przynoszenia niebezpiecznych przedmiotów. Bezpośrednie zagrożenie wymaga natychmiastowego zawiadomienia służb pod numerem 112.
Psycholog Katarzyna Kucewicz podkreślała wczoraj na antenie TVN24, że należy uważnie słuchać dzieci i reagować na niepokojące sygnały – także wtedy, gdy w rozmowach lub wpisach na grupach internetowych zapowiadają, co zamierzają zrobić; takich deklaracji nie wolno z góry uznawać za żart ani zbywać machnięciem ręki.
Jednocześnie trzeba unikać stygmatyzowania. Wycofanie, samotność, depresja czy korzystanie z gier nie są same w sobie dowodem, że ktoś stanowi zagrożenie. Młody człowiek przeżywający trudności potrzebuje pomocy. Ocenę ryzyka należy opierać na konkretnych zachowaniach i okolicznościach.
Bezpieczeństwo buduje się codziennie
Po ataku łatwo skupić się na kamerach, zamkach i kontroli wejść. Fizyczne zabezpieczenia mają swoje miejsce, ale szkoła potrzebuje również zaufania, skutecznej interwencji i codziennej ochrony przed krzywdzeniem.
Potrzebuje dorosłych, którzy nie nazywają nękania „zwykłym konfliktem”, oraz świadków, którzy wiedzą, jak bezpiecznie zgłosić przemoc. Potrzebuje rodziców zainteresowanych nie tylko ocenami, lecz także relacjami dziecka. Potrzebuje platform internetowych, które poważnie traktują zgłoszenia gróźb i materiałów pokazujących krzywdzenie.
Sprzeciw wobec przemocy powinien być widoczny w codziennych decyzjach: kiedy ktoś jest wyśmiewany, zastraszany, hejtowany, izolowany lub poniżany dla rozrywki innych. To wtedy możemy przerwać krzywdzenie i zaoferować pomoc. Nie musimy czekać, aż szkolny korytarz stanie się miejscem tragedii.
Ilona Adamska – filozof, etyk, pomysłodawczyni kampanii Nie hejtuję-motywuję

